Porozumieć się bez przemocy/Wprowadzenie

Dr Rosenberg zakłada, że ludzie posiadają wrodzoną zdolność cieszenia się wtedy, gdy mogą dawać i brać dzięki współodczuwaniu. Pytanie brzmi więc: Dlaczego w pewnych okolicznościach tracimy kontakt z tą właśnie współczującą naturą i dopuszczamy się przemocy w stosunku do innych? oraz Dzięki jakiej właściwości można by pozostać w kontakcie z tą naszą współczującą naturą w najcięższych nawet okolicznościach?

Odpowiedzią na pierwsze z postawionych pytań jest sposób, w jaki posługujemy się językiem - nasze słowa wypowiadane w nieumiejętny sposób często ranią i bolą nas samych i innych ludzi. Dr Rosenberg opracował więc w odpowiedzi na drugie z pytań pewną postawę wobec porozumiewania się (mówienia i słuchania), znaną jako Porozumienie Bez Przemocy (PBP) lub Porozumienie Współczujące. PBP jest prostym sposobem porozumiewania się, który pozwala nam dawać z serca.

Sedno Porozumienia Bez Przemocy

edytuj

Fundament PBP stanowią pewne umiejętności stosowania mowy (oraz innych narzędzi porozumienia), pozwalające uniknąć przemocy nawet w niesprzyjających okolicznościach. Przestajemy mówić nawykowo, gdyż dzięki uświadomieniu sobie własnych spostrzeżeń, uczuć i pragnień tworzymy świadomą odpowiedź, wyrażając siebie szczerze i jasno, z szacunkiem i empatią zwracając uwagę na innych ludzi. W każdej wymianie zdań dostrzegamy własne oraz cudze potrzeby i oczekiwania. Technicznie PBP jest bardzo proste - zmienia jednak bardzo wiele.

Stosując w praktyce PBP pozbywamy się stopniowo starych nawyków, które do tej pory, gdy stykaliśmy się z krytyczną oceną, narzucały nam takie możliwości jak obrona, wycofanie się lub atak. Porozumiewając się bez przemocy dostrzegamy w nowym świetle nas samych oraz innych ludzi, nasze intencje, związki. Stopniowo znika opór, postawa obronna, gwałtowne, negatywne reakcje. Skupiając naszą świadomość na jasnym wyrażaniu i odbieraniu spostrzeżeń, uczuć i potrzeb zamiast na osądzaniu i stawianiu diagnoz (jak czyniliśmy do tej pory), rodzi się w nas spontaniczne współczucie, a ponieważ PBP opiera się w dużej mierze na słuchaniu (zarówno siebie jak i innych), pojawia się w nas stopniowo empatia i wzajemna chęć dawania.

PBP jest czymś więcej niż tylko metodą porozumiewania się. Jest to nieustanne skupianie uwagi na tych obszarach, w których istnieją większe szanse, abyśmy znaleźli to, czego poszukujemy. PBP jest więc wzajemnym dawaniem i braniem.

Niewątpliwą zaletą PBP jest fakt, iż możemy ją stosować wobec ludzi, którzy nigdy o niej nie słyszeli i wcale nie mają zamiaru odnosić się do nas ze współczuciem. Przestrzegając prostych zasad metody, kierowani jedynie chęcią współczującego dawania i brania, a więc szczerymi intencjami, bez dodatkowych motywacji, także ci ludzie nieświadomie zastosują się do metody PBP i będziemy w stanie nawiązać z nimi współczujący dialog.

Przeszkody na drodze do współodczuwania

edytuj

Charakteryzujemy się naturalną zdolnością do radowania się ze współczującego dawania i brania, jednakże nauczono nas porozumiewać się przy pomocy "komunikatów odcinających od życia", przez co mówimy i postępujemy w sposób bolesny a często szkodliwy dla nas samych oraz innych. Poprzez osądy moralne szufladkujemy ludzi na tych, którzy nie mają racji lub są źli,(jeżeli ich system wartości nie pokrywa się z naszym). Porównanie jest także pewną formą osądu, szkodliwą nie tylko dla innych, ale także i dla nas samych. Nasz sposób wyrażania się sprawia, że z łatwością wypieramy się odpowiedzialności za własne myśli, uczucia, czyny. Ponadto wyrażając własne potrzeby w postaci żądań, także odcinamy się od naturalnych skłonności do współczucia.

Osądy moralne

edytuj

Według naszych wyuczonych reakcji ludzie, którzy postępują niezgodnie z naszym systemem wartości lub nie odpowiadają naszym wyobrażeniom, są źli lub nie mają racji. Jesteś leniwy, To niestosowne - do przykładowych form osądu należą wszelkie zarzuty, obelgi, lekceważące słowa, etykietki, krytyka, porównania i diagnozy. Na poziomie osądów interesujemy się głównie tym, kto jest czym. Jeżeli nie lubimy kogoś, nie rozumiemy go, pierwszą naszą automatyczną reakcją jest przekonanie, że z tym kimś jest coś nie tak. Nauczyciel, który wymaga od nas czegoś, czego robić nie chcemy jest "wredny", kierowca wyprzedzający na podwójnej linii ciągłej to "idiota" itd. - wydaje nam się, że z innymi ludźmi jest coś nie tak, skoro nie postępują oni tak, jak nam się wydaje, że postępować powinni. Czasami zdarza się także, iż uznajemy, że to w nas samych tkwi błąd, skoro nie rozumiemy otoczenia i sprawy wymykają się nam spod kontroli. Skupiamy więc uwagę na analizie, klasyfikacji, ustalaniu poziomów niesłuszności zamiast na tym, czego innym ludziom i nam brakuje lub potrzeba. Zauważmy też inną rzecz, jeżeli nasz znajomy np. będzie w większej mierze od nas zajmował się detalami, określimy go jako "małostkowego pedanta". Jeżeli jednak dla nas detale będą miały większą wartość, to nasz kolega, który przejmuje się nimi w mniejszym stopniu, będzie dla nas np. "niechlujnym bałaganiarzem".

Dokonując analizy cudzego postępowania, tak naprawdę uzewnętrzniamy w sposób niedoskonały własne potrzeby oraz systemy wartości. Wyrażając je jednak w ten sposób, tylko wzniecamy bardziej postawy obronne i opór ze strony rozmówców. Jeżeli nawet byliby oni skłonni zgodzić się postępować zgodnie z tym, czego oczekujemy, to najpewniej zrobią to ze strachu, np. przed odrzuceniem przez grupę, z poczucia winy lub wstydu - w pewnych warunkach jest to jedna z metod manipulacji zachowaniami ludzkimi.

Prędzej czy później zwykle odczujemy na sobie konsekwencje malejącej życzliwości ze strony tych, którzy powodowani strachem lub innymi negatywnymi uczuciami, podporządkowali się pod nasze oczekiwania. Przykładem niech będzie znienawidzony przez pracowników szef, wymuszający przemocą, karami i strachem pewne zachowania, np. większą wydajność itp. Także te osoby odczuwają to w sposób negatywny, ich samoocena może ulec pogorszeniu.

Warto w tym miejscu zwrócić jeszcze uwagę na różnicę pomiędzy osądem moralnym oraz sądem wartościującym. Mówiąc o rzeczach, które w życiu cenimy, np. o pokoju, uczciwości, miłości, wolności odzwierciedlamy nasze wyobrażenia o tym, w jaki sposób najlepiej można przysłużyć się innym - to są sądy wartościujące. W osądach moralnych natomiast oceniamy ludzi i ich zachowania, gdy nie pasują one do naszych systemów wartościowań. Mówimy: "Przemoc jest zła. Zabójcy są niegodziwi". Nie potrafimy w tym miejscu uzewnętrznić swoich potrzeb i wyznawanych wartości wprost, umiemy jedynie zasugerować, że ktoś postępuje niewłaściwie. Można by powiedzieć: "Przemoc, jako narzędzie do rozwiązywania konfliktów, budzi moje największe obawy; znacznie większą wartość ma dla mnie rozwiązywanie konfliktów między ludźmi innymi sposobami".

Związki między językiem a przemocą

edytuj

Część psychologów wskazuje na fakt, iż osądzanie oraz klasyfikowanie ludzi jest procederem sprzyjającym przemocy. O. J. Harvey z uniwersytetu stanowego w Kolorado zauważył wyraźną korelację pomiędzy częstym używaniem słów osądzających a przypadkami przemocy. Także w plemionach, w których ludzie rozumują w kategoriach potrzeb, przypadki przemocy zdarzają się znacznie rzadziej. Andrew Schmookler z Wydziału Rozstrzygania Konfliktów Uniwersytetu Harwardzkiego stwierdza w swojej książce Out of Weakness, że podstawą przemocy słownej, psychicznej i fizycznej w obrębie rodziny, plemienia czy narodu jest taki sposób rozumowania, który upatruje źródeł konfliktów w błędach adwersarzy połączony z nieumiejętnością dostrzegania uczuć, obaw, pragnień, tęsknot (zarówno własnych jak i cudzych).

Porównania

edytuj

Porównanie jest wyrafinowaną formą osądu. Porównując się z innymi zaczynamy czuć się kiepsko - nie jesteśmy wystarczająco piękni, mądrzy, inteligentni, wykształceni itd. Obserwując swoje emocje, w trakcie gdy porównujemy się do kogoś, łatwo zauważymy, jak bardzo ten sposób rozumowania odcina nas od współczucia, zarówno wobec siebie jak i innych.

Wypieranie się odpowiedzialności

edytuj

Zwykle z powodu języka, którym mówimy, i sposobu w jaki mówimy, nie jesteśmy świadomi własnej odpowiedzialności za nasze uczucia, myśli, czyny. Częste używanie słowa muszę jest tego przykładem: "Muszę chodzić do szkoły", "Muszę robić to i to". Ponadto mamy wyuczoną zdolność zrzucania winy na rozmówców, np. mówiąc: przez ciebie czuję się.... Wypieramy się odpowiedzialności za własne postępowanie wtedy, gdy twierdzimy, że spowodowało je:

  • działanie nieokreślonych sił (bezosobowych): np. Sprzątnąłem dom, ponieważ musiałem to zrobić.
  • nasz stan, problemy osobiste lub psychiczne, diagnoza postawiona przez lekarza: np. Piję, ponieważ jestem alkoholikiem.
  • działanie innych osób: np. Uderzyłem cię, ponieważ wybiegłeś na jezdnię.
  • polecenia innych osób: np. Szef dał mi taki nakaz, więc okłamałem klienta.
  • presja wywołana przez przynależność do grupy: np. Wszyscy moi koledzy palą, więc i ja zacząłem to robić.
  • zasady, regulaminy, polityka instytucji itd.: np. Muszę cię wyrzucić ze szkoły, gdyż tego wymaga procedura w niej przyjęta.
  • role, jakie wynikają z podziału na płeć, wiek, pozycję społeczną itp.: np. Nie cierpię chodzić do pracy, chodzę jednak, bo jestem ojcem i mężem.
  • niepohamowane impulsy: np. Owładnęła mnie wielka chęć, żeby zjeść czekoladę.

Mamy możliwość, aby język, w którym zawiera się domniemanie braku wyboru, zastąpić takim językiem, który uznaje wybór za realną możliwość. Zamiast mówiąc np. Muszę chodzić na studia, bo tego wymagają ode mnie obecne czasy możemy stwierdzić: Wolę chodzić na studia, aby w przyszłości mieć większą możliwość wyboru pracy.

Wypieranie się odpowiedzialności może mieć daleko bardziej niebezpieczne implikacje. Jeżeli bowiem nie jesteśmy świadomi odpowiedzialności za własne czyny, myśli i uczucia, możemy stać się niebezpieczni. Ślepe posłuszeństwo, potulność, nieodpowiedzialność, wynikłe ze stwierdzenia: "Szef kazał, oni kazali, politycy tak mówią" itd. oraz słowa takie jak: "Amerykanie są winni ocieplenia klimatu, ludzie są nieodpowiedzialni marnując ropę, gaz, węgiel, to wszystko wina polityków" itp. sprawią, że ani się obejrzymy i nasz gatunek zniknie z powierzchni ziemi, bynajmniej nie z powodu zwiększającej się liczby ludzi niesfornych i nieokiełznanych, ale z powodu wzrastającej liczby ludzi potulnych i posłusznych, którzy nie sprzeciwią się nigdy pospolitym nakazom i presji społeczeństwa.

Inne błędy w porozumiewaniu się

edytuj

Jedną z lepszych metod blokowania przepływu współczucia jest uzewnętrznianie własnych potrzeb i pragnień w postaci żądań. Żądając, kierujemy w sposób jawny lub ukryty w stronę słuchacza groźbę ukarania, jeżeli ośmieli się nie być posłusznym. W paternalistycznym społeczeństwie jest to bardzo często stosowana forma komunikatu, np. przez ludzi sprawujących władzę, pracodawców, rodziców (w stosunku do dzieci). Faktem jednak jest, że nigdy nikogo nie będziemy w stanie zmusić do żadnego działania. Rodzicom, nauczycielom czy zwierzchnikom wydaje się, że ich zadaniem jest zmieniać ludzi, zwłaszcza młodych i narzucać im dyscyplinę. Dziecko jednak reaguje zwykle w sposób, którego sobie nie życzymy. Im bardziej czegoś żądamy, tym mniej skore jest ono spełnić nasze żądanie, a gdy ukarzemy je lub wywołamy w nich poczucie winy z tego powodu, te z pewnością "odwdzięczą" się prędzej czy później swoim zachowaniem.

Jeszcze jedną formą komunikatu sprzeczną z zasadami PBP jest przekonanie, iż pewne działania zasługują na nagrodę, inne natomiast na karę. Takie rozumowanie w myśl zasady kto na co zasłużył blokuje współczujące porozumienie. Wyrazem takiego rozumowania jest czasownik należeć się, "Ponieważ zrobiłeś to i to, należy ci się kara". Mówiliśmy już o tym, że w tego typu stwierdzeniach zawiera się domniemanie, iż pewne osoby, postępujące w pewien sposób, są złe, muszą więc zostać ukarane aby pożałować swoich czynów i zacząć postępować inaczej. W myśl jednak PBP w interesie wszystkich leży to, żeby ludzie zmieniali się nie dla uniknięcia kary, a raczej dla własnych korzyści i korzyści innych.

Zastanówmy się jeszcze przez chwilę nad podłożem tego typu komunikatów, które "odcinają nas od życia". Wg dr Rosenberga mają one głębokie korzenie filozoficzne i polityczne. Od dziecka uczy się nas szufladkować, porównywać, żądać, osądzać zamiast uświadamiać i uzewnętrzniać swoje potrzeby i uczucia. Zjawisko takich negatywnych komunikatów jest dziełem i filarem zhierarchiwizowanych społeczności, które potrzebują jak największej liczby obywateli posłusznych i potulnych. Faktem jest, iż nawiązując świadomy kontakt z własnymi potrzebami i uczuciami, przestajemy się jednocześnie nadawać do roli podwładnych lub dosadniej, do roli niewolników.